Książki "My dzieci z dworca ZOO", do filmu, nawet nie ma co porównywać, film jest beznadziejny i denny,jak dla mnie oddaje bardzo mały i znikomy procent tego co jest w książce. Jak przeczytasz książkę to już nigdy nie zapomnisz o jej treści.
Robert Glumbek. Dzieci z dworca ZOO. Balet współczesny. Scenariusz: Robert Glumbek. Muzyka: David Bowie i inni. Impresja na temat najważniejszych wątków poruszonych w książce i filmie My, dzieci z dworca ZOO. Premiera: 12 maja 2018 r.
Wspólne z paczką z Dworca ZOO dochodzimy do momentu, gdy zabawa się kończy i kolorowe światła gasną. Wówczas pozostaje obskurny dworzec, przypadkowe kontakty seksualne, głód narkotykowy, rozpacz i ta niezwykła siła, która zrobi wszystko, żeby zdobyć choć ćwierć grama heroiny, by potem przez chwilę było tak „zajebiście
Tak przynajmniej uważa Cameron Crowe, swoją wizję kryzysu wieku średniego samotnego mężczyzny, umieszczając pośród ryku tygrysów i skrzeczenia szympansów. Benjamin Mee miał wszystko. Uroczą żonę, dwoje rezolutnych dzieciaków, wymarzoną pracę. Idylla rozpada się na drobne cząsteczki, kiedy żona Benjamina umiera, zostawiając
. My, dzieci z dworca Zoo - Christiane F. - recenzja Christiane F. właściwie Vera Christiane Felscherinow, bohaterka biograficznej książki i filmu ,,My, dzieci z dworca Zoo”, które opisują jej zmagania z różnymi formami uzależnień narkotykowych. Młoda Christiane przeprowadza się do Berlina, wielkiego miasta, w którym poznaje jak wspaniałe może być życie nastolatki. Wieczne zabawy w towarzystwie narkotyków wydają się tylko błahostką. Przecież w każdej chwili można przestać. Gwoździem do trumny staje się moment spróbowania heroiny. Od tego momentu wszystko zaczyna się sypać. Christiane zmuszona jest do prostytucji, aby jakoś zarobić na kolejną działkę. Znajomi zaczynają się wykruszać, jako najmłodsze ofiary heroiny w Berlinie. Jednak dla niej nie ma ratunku, nawet własna matka spisała ją na straty. Czy Christiane podejmie próbę wyjścia z nałogu? A czy ważniejsze, zakończy się ona powodzeniem? Wstrząsająca historia młodej dziewczyny, która w bardzo krótkim czasie zniszczyła sobie życie. Książka jest uzależniająca, akcji jest aż nadto. Polski ,,Pamiętnik Narkomanki” to przy tym lekka lektura do poduszki. Tenshi, lat 17 Książka wydana przez Wydawnictwo Iskry
rok wydania: 2011ISBN: 978-83-61593-56-0format: 13,5x19 cm Producent: Qes Agency My, dzieci z dworca ZOO (niem. Wir Kinder vom Bahnhof ZOO), jest książką dokumentalną, która właśnie ukazuje się w formacie audiobooka w interpretacji Aleksandry Tomaś. Książka w 1981 roku doczekała się słynnej ekranizacji dokonanej przez Uliego Edla, z muzyką Briana Eno oraz Davida Bowiego (ten ostatni gościnnie wystąpił też w samym filmie). W 1978 roku w Berlinie Zachodnim dwoje dziennikarzy, Kai Hermann i Horst Rieck, przeprowadziło wywiad z nastoletnią narkomanką Christiane F. (właśc. Christiane Vera Felscherinow), która wówczas występowała jako świadek w pewnym procesie. Początkowo ów wywiad miał być tylko uzupełnieniem badań tygodnika "Stern" nad sytuacją młodzieży. Jednakże z nagrania rozmów z Christiane powstała książka, która lepiej niż jakikolwiek raport opisuje środowisko młodocianych narkomanów. Teraz można się z nią zapoznać w wersji na audiobook. Relacja Christiane jest wstrząsająca. Pokazuje, jak od eksperymentowania z miękkimi narkotykami przechodzi się do najtwardszych. Jak łatwo jest ugrzęznąć w nałogu i jak trudno się z niego wyrwać. Do czego zdolni są ludzie uzależnieni od narkotyku, aby zdobyć pieniądze na kolejną "działkę". Problem narkomanii jest ciągle aktualny, a mitem jest, że narkomanami mogą zostać tylko ludzie z rodzin patologicznych. Według badań przeprowadzonych przez CBOS ponad połowa uzależnionych pochodzi z tzw. dobrych domów. Serdecznie polecamy My, dzieci z dworca Zoo w wersji audio.
Dzieci z dworca Zoo to moja ulubiona książka z dzieciństwa. Ja wiem, ze to o heroinie, ale nic nie poradzę – od zawsze byłem dziwakiem. Gdy tylko pewny kanał polskiej telewizji puścił film – momentalnie zakochałem się i w tej wersji. Tak samo silnie serce zabiło mi na początku tego roku, gdy na ulicy zauważyłem plakaty sztuki teatralnej, pomyślałem sobie – to się musi udać. Cóż. Nie udało się. Moja wielka miłość nakazywała mi użyć słowa „profanacja”, chociaż przemyślałem swoje odczucia przez kilka dni i postanowiłem ugryźć sprawę trochę delikatniej. „Dzieci” to nie sztuka, to przedstawienie dla szkół. Tak dokładnie, budowa spektaklu jest przemyślana tak, aby przynajmniej teoretycznie uchronić młode dusze przed zażywaniem narkotyków. Na samym początku Emilian Kamiński tłumaczy, skąd pomysł wystawiania właśnie tego, później mamy główne „szoł”, aby na końcu móc porozmawiać z psychologiem Monaru. Wszystko to bardzo ładnie wygląda i raczej przemawia do młodego widza. To całkiem dobre posunięcie. Natomiast samo przeniesienie, w moim odczuciu, wybitnej książki na deski teatru, to próba nieudana. Brak jakichkolwiek dekoracji, tylko ściany. Co prawda ich przeźroczystość pozwala na dużą plastyczność ich wykorzystania, aczkolwiek jest to za mało, aby móc jakoś poważniej się tym ekscytować. Aktorów jest piątka, są to Magdalena Nieć, Gracja Niedźwiedź, Katarzyna Ptasińska, Marcel Sabat, Adam Serowaniec i niestety chociaż robią co mogą, do mnie również to nie trafia. Pominę na początek fakt, że nie tylko nie są podobni do książkowych oryginałów, to są wręcz „odwrotni”, szczególnie dwie główne bohaterki, które powinny się zamienić rolami. Ale problem tego typu znika już po kilku minutach, gdy okazuje się, że nie mają stałych ról, a odgrywają wszystkie ważniejsze postacie które powinny się pojawić. I to obojętnie której są płci. Po prostu grają to, co akurat trzeba. Niestety zbyt często wygląda to na improwizację. Dialogi to oczywiście zdanie po zdaniu wyrwane z książki i tak być powinno. Teoretycznie nikt nie odchodzi od tekstu i wszystko wygląda nawet sensownie. Teoretycznie, ponieważ wizja reżysera nie pozwoliła aby było za pięknie. Otóż w samym środku przedstawienia, jedna z aktorek rezygnuje z dalszej gry i schodzi ze sceny, a dokładniej ogłasza, że ona to pierdoli i dopiero wtedy schodzi. Reszta ekipy albo stara się pobiec za nią, albo przepraszać za to publiczność, podpytując jednocześnie jak się podoba przedstawienie. Kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć przekazu zawartego w tej akcji. Drugim zgrzytem jest zakończenie przedstawienia, na oko, tak ze 100 stron przed końcem powieści. Czyli nikt nie umiera, wszyscy są szczęśliwi. Pole do dowolnej interpretacji, że być może wszystko dobrze się skończyło? Nie sądziłem, że można dać pole do gdybynia, gdy robi się przedstawienie o heroinie, skierowane do gimnazjalistów. Spoiler alert, zażywają herę a potem wszyscy umierają. Tak to zostało napisane. No i? Pokażmy dzieciom, że a nuż kończy się to dobrze. W końcu z ćpunami różnie bywa? Widać, że mało kto kupił to rozwiązanie, ponieważ mało kto zorientował się, aby zacząć klaskać na koniec. Muzycznie, imprezowe techno jest świetne, dubstep też daje radę i do imprez opisywanych przez aktorów nie można się przyczepić. Można za to przyczepić się do ewentualnych dźwięków otoczenia podczas spektaklu, które są za głośne i zdecydowanie zagłuszają i tak dość cichych aktorów. Naprawdę zastanawiałem się bardzo długo jak to opisać, ale nie da się inaczej. „Dzieci z dworca zoo” to 55 minut (!) streszczenia książki, w dodatku przerwanej w połowie. Zagranej może i dobrze, ale źle wyreżyserowanej, nieskładnej, broń boże nie nudnej, ale jednak wcale nie zajmującej. Myślę, że sprawa jest względnie prosta. Licea i gimnazja na to pójdą, a Ty, jeśli myslałeś/aś, że to sztuka pełna dekoracji i z rzeczywistymi dialogami, która potrwa dwie godziny – niestety nie idź. Rozmawiałem z kilkoma „dorosłymi” osobami, o ich odczuciach i w większości były zgodne ze mną. Teatr Kamienica zaprasza. Kolejne spektakle: 23 maja 18:00, 04 czerwca 18:00, 09 czerwca 10:00, 11 czerwca 10:00, 12 czerwca 10:00, 24 czerwca 18:00 rz. I-VIII 45 zł/szt. rz. IX-XVIII 38 zł/szt. wejściówki 20 zł/szt.
Książka, która wzbudza w czytelniku głębokie poruszenie. Czytając wczuwamy się w historię młodej narkomanki- z pozoru normalnej dziewczyny, która z czasem wpada w złe towarzystwo, przez które zaczyna swoją przygodę ze światem używek. Uświadamiając sobie, że ta historia miała miejsce i że takie rzeczy dzieją się naokoło nas, nie możemy wyjść z zszokowania. Książka wprowadza nas w ten gorszy wiat, który tak łatwo przeoczyć. Zauważamy co dzieje się za plecami nieświadomych rodziców, nauczycieli czy nawet przyjaciół- którzy wydawali się bliscy. Sięgając po te przemyślenie Christiane F. dowiadujemy się jak wygląda jej codzienne życie. Jesteśmy przy niej w momencie zażycia jej pierwszej dawki heroiny, przy jej pierwszym seksie, przy jej staczaniu się na dno. Każdy z nas- czytelników, nie jest w stanie przebrnąć przez tą historię bez chociaż krzty współczucia, lecz główną emocją jaka nam przy tym towarzyszy jest przerażanie. Czy książka mi się podobała? Nie sądzę, że książki tego typu powinny się podobać. Takie rzeczy powinny przede wszystkim otwierać oczy tym, którzy widzą świat jako idealny zbiór materii. Każdy człowiek powinien być świadomy tego, co dzieje się za naszymi plecami. Moim zdaniem powinna być to lektura obowiązkowa w szkole lub chociaż każdy z nas powinien mieć z nią styczność w młodym wieku- najlepiej w okresie buntu.
recenzja filmu dzieci z dworca zoo